XX Dzień Judaizmu w Kościele katolickim.

17 stycznia, w Kielcach obchodzono Jubileuszowy XX Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Hasłem przewodnim były słowa z Księgi Jeremiasza: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”. Zamieszczamy komentarz prof. Stanisława Krajewskiego do tych słów, wygłoszony w Bazylice Katedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kielcach.

Słowa proroka są gorzkie i smutne; są zarazem potężne i inspirujące. Gorzkie, bo ludzie się z niego bezlitośnie wyśmiewają. Smutne, bo musi im mówić, jak bardzo jest źle. Potężne, bo czujemy, iż powoduje nim siła przemożna. Inspirujące, bo jesteśmy tego dziedzicami.
Te słowa gorzkie i smutne, potężne i inspirujące są świadectwem czegoś, co się zdarzyło jakieś 2600 lat temu. Nie ma teraz takich proroków. Ba! – wedle tradycyjnego podejścia żydowskiego proroctwo ustało jeszcze w starożytności. Pozostała tradycja i pisma. Żywa tradycja i przemawiające do nas pisma. Dlatego rozpatrując te słowa gorzkie i smutne, potężne i inspirujące mogę rzec: dla nas teraz najistotniejsze jest pytanie, czego mogą nauczyć nas, teraz.
Nas? Zamiast mówić o innych zacznę od siebie. Czego one mogą nauczyć mnie?
Najprościej: trwałości zobowiązania; tego, że jestem włączony w sprawę większą niż to, co widzę wokół siebie; misji; więzi z tymi, którzy są gotowi dostrzec podobne przesłania.
Zobowiązanie, do którego nawiązywał prorok, jest nadal tym samym zobowiązaniem. A przynajmniej tak rozumiemy naszą sytuację. Historyk może się zdziwić: przecież tyle się od owego czasu zmieniło! Najlepszą odpowiedzią będzie opowieść talmudyczna o Mojżeszu, który kilkanaście wieków po swojej śmierci znalazł się w sali wykładowej szkoły rabinów. Usiadł w ostatnim rzędzie i nic nie mógł zrozumieć. Ukojenie przyniosła mu odpowiedź wykładowcy na pytanie jednego ze słuchaczy. Zapytany, skąd coś wiadomo, odparł: to nauka dana Mojżeszowi na Synaju. Zakładamy, że istnieje ciągłość. Czujemy ją. Tak więc zobowiązanie, o którym mowa, to skutek przymierza, zawartego niegdyś pod Synajem, i nadal aktualnego.
Przymierze zmusza nas, czyli tych Żydów, którzy traktują je serio, do pamiętania – pamiętania o objawieniu. Zarazem nakazuje oczekiwać. Nie tylko przeszłość jest bowiem fundamentem przymierza. Jest nim w pewnym sensie także przyszłość. Ona – przyszłość mesjańska – ma się dopiero dokonać, ale mamy mieć ją na widoku już teraz. Nie wiemy, jak nadejdzie i jak będzie wyglądać, ale wiemy, że będzie oznaczała zasadniczą, głęboką zmianę na lepsze. Naszej sytuacji i kondycji ludzkości, a nawet całego świata. Ta wizja jest źródłem nadziei – fundamentalnej, nieposkromionej nadziei, pewności, że to nie niesprawiedliwość będzie miała ostatnie słowo, optymizmu, którego nie da się uzasadnić racjonalnie.
Nadzieja taka musi mieć źródła wykraczające poza granice naszego świata. Bo świat co rusz skłania do pesymizmu. Nie tylko Jeremiasz miał powody do obaw. My też. Pamiętamy wojenną Zagładę, której cień jest zawsze obecny. Z jej powodu wspólnota polskich Żydów jest tylko mizerną resztą wielkiej niegdyś społeczności. Spowodował to nie tylko sam przemysł śmierci zorganizowany przez Niemcy. Powojenne postawy antyżydowskie były jednym z powodów emigracji większości spośród blisko 300 tys. Żydów którzy znaleźli się na ziemiach Polski. Teraz widzimy zagrożenia dla państwa Izraela, zarówno zagrożenia ze strony jego nieubłaganych wrogów, jak i zagrożenia wewnętrzne – podziały, bezpodstawną nienawiść, ujemny wpływ zagrożeń na psychikę Żydów, żyjących w sytuacji ciągłej prawie-wojny.
A ponadto wszędzie na Zachodzie i na świecie odczuwalny jest obecny kryzys cywilizacyjny. Jesteśmy na zakręcie, nie wiadomo, gdzie się znajdziemy. Z powodu kryzysu rośnie poczucie beznadziei i zagrożenia, wzmagają się agresywne nacjonalizmy. To ma konsekwencje, które dotykają wszystkich. Zagrożona jest demokracja. Również w Polsce. Innym skutkiem – znanym z historii – jest łatwość obarczania winą – za wszelkie zło – właśnie Żydów. W niektórych miejscach od nienawiści do islamu do antysemityzmu jest tylko krok. Bywa tak i w obecnej Polsce.
Misja żydowska w najskromniejszym wymiarze to po prostu – przetrwać. Nasze przetrwanie nie jest zapewnione. Niby wszystko jest inaczej niż za czasów Jeremiasza, ale przyszłość jest równie niepewna. Czy to w Polsce i w Europie, czy w Izraelu potrzebujemy innego źródła optymizmu niż mechanizmy rządzące światem wokół nas. Może być ono tylko poza tym światem. Gorzkie i smutne, potężne i inspirujące słowa proroka odsyłają do tego wiecznego źródła.
Ale w międzyczasie pojawiło się coś, czego w czasach Jeremiasza nie można było sobie wyobrazić. Pojawiły się mianowicie wielkie religie oparte na biblijnych fundamentach. Przede wszystkim chrześcijaństwo. To umożliwia budowę szczególnej więzi. Pomimo ciężaru historii dawnej i nowszej możliwe i potrzebne jest budowanie wspólnoty Żydów i chrześcijan. Z żydowskiej perspektywy chrześcijanie są partnerem wyróżnionym. Bo chyba tylko chrześcijanie mogą nas naprawdę zrozumieć: mogą zrozumieć tajemnicę Izraela. Jeśli zechcą. Wiedzą bowiem, że Bóg prawdziwy to Bóg Izraela. My wiemy, wy wiecie. Wspólnie wiemy, że Bóg prawdziwy to Bóg Izraela.