Święta Matka Teresa – trzy nauki dla obserwatora żydowskiego

Matka Teresa z Kalkuty, święta Kościoła Katolickiego. Założycielka Zgromadzenia Misjonarek Miłości, laureatka nagrody Templetona oraz Pokojowej Nagrody Nobla w 1979 roku. Pozostaje inspiracją nie tylko dla chrześcijan. Czym jej postać jest dla Żydów pisze założyciel i dyrektor The Elijah Interfaith Institute, rabin Alon Goshen-Gottstein.

Święci oddziaływają znacznie szerzej niż określa to ich społeczność lub religia. To jest tak, jakby wołanie określonej osoby dotykało tak szeroko tego, czym jest życie, że przemawia do najbardziej fundamentalnego wymiaru bytu ludzkiego, wymiaru który przekracza granice jego partykularnej religii. Większość świętych nie należy do religii, oni są dziedzictwem całej ludzkości.

Jest to z pewnością taka sytuacja w globalnym świecie, że media są pomocne w szerokim i jasnym przekazie obrazu osoby świętej. Są osobowości dysponujące mocą zrównoważenia tak wiele z negatywnych wyobrażeń na temat religii, wykorzystując również w swoim przekazie pośrednictwo mediów, przez ukazanie nam tego, co najlepsze w religii oraz inspirując członków własnej wspólnoty wiary, a też i innych wspólnot oraz niewierzących.

Taką postacią była Matka Teresa z Kalkuty, którą papież Franciszek ogłosił wczoraj świętą. Laureatka nagrody Nobla, zdobywczyni nagrody Templetona i jedna z współczesnych ikon religijności – poruszyła czułe struny epmatii, szacunku i podziwu w wielu sercach bez względu na ich przynależność religijną.

Co z przekazu Matki Teresy może wydobyć obserwator żydowski i jakiego rodzaju naukę możemy przyjąć z jej życia i sposobu w jaki angażowała się w swą misję? Przychodzą tu na myśl trzy kwestie.

Moc służby

Podziwiamy dobroć. Podziwiamy służbę. Podziwiamy świętość.

Mamy wszyscy w sobie oczekiwanie, że ludzie religii powinni być w jakiś sposób lepsi od innych, lub okazywać moc swojej wiary w sposób, który przejawia się czymś pośrednim między ludzką przyzwoitością i zwyczajną dobrocią. Jesteśmy często zaskoczeni, gdy zachowania osób religijnych przekraczają nasze oczekiwania, a tym bardziej gdy stanowią przeciwświadectwo, hillul ha-Shem w terminologii żydowskiej. Gdy zatem ktoś oddaje się szczególnej służbie w imię religii, to odnawia coś z naszej wiary w moc wiary.

Służba Matki Teresy biednym i uciskanym przemawia do najbardziej podstawowych wymiarów naszego wspólnego człowieczeństwa. Żaden naród nie ma monopolu na ubóstwo i żadna wspólnota nie jest wolna od cierpienia. Opieka nad biednymi i uciskanymi zwraca uwagę, gdyż wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że powinniśmy się w to angażować i wciąż jakoś nie spełniamy tego odpowiednio. Moc bycia przykładem jest jednym z fundamentalnych wymiarów świętości. To co zrobiła Matka Teresa, jest rozpoznawane przez wszystkich i każdego z osobna i stanowi zaproszenie dla wszystkich i każdego z osobna do służby na rzecz potrzebujących. Coś z realności Boga przekazywane przez troskę i miłość dociera w sposób bardziej bezpośredni niż tomy spisane przez uczonych teologów, halahistów i filozofów. Przez tego rodzaju służbę wielka dobroć boża dociera i jest rozpoznawalna szerzej i jaśniej, ponad specyficznymi ograniczeniami religijnymi.

Troska o osobę niezależnie od jej tożsamości religijnej.

To nie tylko jest tak, że jakaś wielka indywidualność może być rozpoznana poza jej tradycją. Jeszcze bardziej fundamentalnie – jej wielkość znajduje wyraz w przekraczaniu dychotomii wierzących: „nam – im” „us-them” i w traktowaniu tych wewnątrz jak i tych z zewnątrz z takim samym oddaniem w dobroci i służbie. Matka Teresa nie służyła chrześcijanom. Ona służyła ludziom.

Wcześniej tego roku odwiedziłem pierwszy dom, który ona ufundowała w Kalkucie. Jest usytuowany w szerszym kompleksie głównej świątyni Hindu, Kalighat. Tam prowadziła schronisko i opiekę nad ludźmi z ulic, niezależnie od ich wiary. Spędziłem poranek jako wolontariusz z jej siostrami i wolontariuszami, ujrzawszy prawdę ich życia i głębię i prostotę ich ofiarności i zaangażowania. Ludzie z całego świata napływają, żeby pomagać w jej domach. Wielu z nich nie jest nawet religijnych. Dobroć przekazywana jest ponad religią. Część wolontariuszy może być poruszona religijnie; wiele będzie przyciągniętych ku dobru jako takiemu niezależnie od ich różnorodności w wierze. Bóg i dobro to jedno.

To samo dzieje się na prawdę z pensjonariuszami. Miałem długą rozmowę z księdzem posługującym w domu. Chciałem lepiej poznać istotę jego motywacji. Czy jego posługa była narzędziem zwycięstwa ducha? Czy to wszystko było misjonarską taktyką lub posługa ideałem w istocie dla niego samego, sposobem bycia chrześcijaninem bez odwiecznej praktyki zabiegania o nawracanie innych za pomicą życzliwości? Poczułem się dobrze z odpowiedzią brata Juliana. Było dla mnie jasne w jego odpowiedzi, że dobroczynność i opieka nad biednymi nie była prostą misjonarską taktyką. Służba była prawdziwa i bezinteresowna, bez oczekiwania, że ludzie zmienią swą tożsamość religijną. Relacje o poszanowaniu i afirmacji tożsamości religijnej innych w praktyce Matki Teresy mnożą się. Nie ma potrzeby mówić, że to zwiększa szacunek wobec religii.

Służba Bogu w ciemności

Jest trzecia nauka płynąca z życia Matki Teresy poza mocą służby i przesłaniem służby ponad podziałami religijnymi. To jest coś szczególnie ważnego dla obserwatora żydowskiego. (Zawdzięczam zarówno inspirację jak i zrozumienie tego o. Raniero Cantalamessy, znanemu jako kaznodzieja papieski, i jego homiliom, które przygotowywał od dziesięcioleci dla ostatnich trzech papieży). Około 15 lat temu, gdy Matka Teresa została „Błogosławioną”, krok przed byciem „Świętą”, w toku formalnej procedury w Kościele katolickim, część jej listów do jej spowiednika została opublikowana. Wśród nich jeden świadczył o jej doświadczeniu ciemności, utracie wiary, utracie kontaktu i miłości Boga. Jeśli ktoś standardowo rozumie świętego, wyjątkową religijną indywidualność, jako czynnego dzięki jego lub jej miłości i życiu w Bogu, to tu mamy niezgodność z rzeczywistości wewnętrzną. Po początkowej bliskości, a nawet doświadczeniu mistycznym, które skłoniło Świętą Teresę do porzucenia jej wcześniejszej wspólnoty loretańskiej, gdzie była nauczycielem i służyła ubogim, Matka Teresa spędziła większą część życia w duchowej ciemności, czując Boga daleko od siebie.

Te okoliczności wymagają zatrzymania się nad nią dla zastanowienia. O ile dla jednych budzi to wątpliwości co do jej świętości, o tyle dla innych jest to znakiem świętości jeszcze większej. Wszystkie jej dobre uczynki czynione były pomimo nieustannego cierpienia i ciemności, czasem opisywanego jako ciemna noc duszy lub ducha. Jaka moc musiałaby być tu niezbędna, żeby kontynuować posługę i robić tyle w imię Boga, pomimo takich ciemności? Dlaczego taki mrok?

Ojciec Cantalamessa dostarcza dwu mocnych sugestii z klasycznego chrześcijańskiego rozumienia oczyszczającej roli tego rodzaju cierpienia. Pierwsza związana jest z jej statusem supergwiazdy rozpowszechnionym przez media. W jaki sposób człowiek może wytrzymać siłę bezustannej admiracji bez rozbudowy ego? Cantalamessa sugeruje „Niekończąca się noc niektórych współczesnych świętych jest świadectwem ochrony danej przez Boga dzisiejszym świętym, którzy bezustannie żyją i pracują w świetle medialnych fleszy.”

Tu jest jeszcze głębsza przyczyna, jak twierdzi. Postmodernistyczny świat wytwarza „ateistów w dobrej wierze: tych, którzy żyją pełni bólu sytuacji milczenia Boga, którzy nie wierzą w Boga, ale nie chełpią się tym”. Wierzę, że możemy stanąć o krok dalej, czerpiąc z doświadczenia żydowskiego i teraz odczytać na nowo to doświadczenie w świetle przekazu Świętej Matki Teresy. Ciemna noc duszy jest nie tylko ciemną nocą pojedynczej mistyczki. To jest kondycja współczesnego świata. Dla wielu ludzi Bóg wycofał się ze świata, pozostawiając go w ciemności. Holokaust jest obrazem tego doświadczenia boskiego ukrycia, lecz nie jedynym tego wyrazem. Przeciwnym biegunem życia w radosnej intymności z Bogiem, dziedzictwo mistyków, jest poczucie boskiego wygnania, ukrycia i nieobecności. Tak wielu Żydów nie jest w stanie odnaleźć Boga: i od Holokaustu i szerzej – we współczesnym świecie. Nieobecność odczuwalnej obecności Boga jest dla wielu Żydów rzeczywistością fundamentalną, na którą muszą odpowiedzieć. Matka Teresa proponuje konkretną godną uwagi odpowiedź. Jej odpowiedź nie była opuszczeniem Boga, przez którego czuła się opuszczona. To było raczej wzmocnienie jej związku z nim poprzez służbę wobec innych. To jest tak jakby znalezienie Boga utajnionego w „Dobru” było odpowiedzią na boże własne utajnienie.

Odpowiedzią na dystans, ciemność i nieobecność nie jest, wobec tego, odejście od Boga. Jest nią raczej uczenie się jak być z Nim w ciemności i jak zmienić własne życie w światło dla innych, nawet wówczas, gdy ktoś nie czuje się oświecony przez światło płynące z samego ródła. W świecie żydowskim bardzo spolaryzowanym przez podział między religijnych i niereligijnych, przez trudne do pogodzenia odczyty historii i przez dręczący sens Bożej nieobecności i różnorodne odpowiedzi, jakie to może wywoływać, Matka Teresa, uniwersalna świętość daje świadectwo, które przemawia w poprzek religii. W ten sam sposób jej opieka i służba są kierowane w poprzek religijnych granic; w ten sam sposób, tą samą drogą, którą ona wywołuje podziw, przekraczając identyfikacje religijne; tak samo fundamentalne przesłanie wiary jest przekazywane przekraczając ramy jej konkretnego chrześcijańskiego światopoglądu. Jest to świadectwo wiary w mroku, afirmacja Bożej obecności w nieobecności i rozpoznanie, że poczucie Bożej absencji nie wyma ga od nas wyrzeczenia się naszego związku z Bogiem. To może raczej zamanifestować się jako dobroć względem innych, w Jego Imię.

tłum. Ryszard Bosakowski i Wiktor Górecki