Muszę to powiedzieć, aby znaleźć ulgę

Elihu, syn Barachela Buzyty , który czuje „jak uciska go duch w jego wnętrzu”, zwraca się do Hioba ostatni, rozgniewany na słowa Hioba i rozgniewany na to, co mówili trzej przyjaciele Hioba: „Muszę to powiedzieć, aby znaleźć ulgę”. Wypowiadane słowa pomagają wyzwolić udręczony niepokojem umysł, a wyznanie tego co dręczy niesie ze sobą pokój dla ducha, który jest „uciskany słowami napełniającymi wnętrze jak wino bukłaki, które zaraz pękną” .

Rabin Josef Sołowiejczyk, uważany za jednego z największych w dwudziestym wieku filozofów i autorytetów ortodoksyjnego judaizmu w swojej niezwykłej i uważanej dziś za klasyczną książce „Samotny Człowiek Wiary” ( „The Lonely Man of Faith”) przywołuje radę Elihu jako słowa mędrca, które wskazują mu drogę i cel. Wypowiadane i wydobywane „z wnętrza” słowa mają wyzwalające ( u Sołowiejczka ‘redemptive’) właściwości. Wyzwolenie lub odkupienie są tu pojęciami, którymi określać można przechodzenie niewolnika do statusu człowieka wolnego.
Jest to dość niezwykłe, bo mówienie po to, aby znaleźć ulgę w zmartwieniu czy chorobie jest aż nadto pospolite, a rada niezmiernie banalna. Tu jednak problem bólu i samotności ukazywany jest w fundamentalnych wymiarach doświadczenia wyrastającego z rdzenia człowieczeństwa, z ludzkiej kondycji człowieka takim, jakim został stworzony. Jak powiada jeden z komentatorów bostoński rabin Josef Sołowiejczyk „łącząc egzystencjalną przenikliwość Kierkegaarda i mądrość wyrosłą z Biblii stworzył przewodnik dla ludzi każdego wyznania”.

Inny komentator mówi o wskazywaniu drogi wyzwolenia przez wiarę oświetlaną słowem Biblii i w niej mającą korzenie. Oba te pojęcia: „przewodnik” i „wskazywanie drogi” nie są jednak ani zbiorem praktycznych wskazówek, ani wywodem budującym zarys konstrukcji jakiejś doktryny teologicznej czy antropologicznej.
„Samotny człowiek wiary” uważany jest za duchowy testament rabina Josefa Sołowiejczyka. Jest wielkiej próby świadectwem człowieka , szukającego czasami z rozpaczą i czasem z odbierającym odwagę trudem Tego, który jest nam tak odległy i niedostępny.
„Człowiek wiary” nie przestaje rozważać „Kto towarzyszy mi wszędzie jak cień, nawet nie wzywany i nie wypatrywany, znika zaś, w nieogarnionych przestworzach transcendencji, w momencie, w którym zwracam się poszukując spotkania z Nim, świętym, tajemniczym i budzącym trwogę? Kto napełnia człowieka przerażeniem, ale też prowadzi w ekstazę, napełnia na przemian pokorą i poczuciem wielkości? Do kogo człowiek przywiera głęboką, wszystko obejmującą miłością i od kogo ucieka w śmiertelnym lęku i przerażeniu? Kto człowieka nieodparcie fascynuje i nieodmiennie usuwa się przed wzrokiem?” I dalej „Czyj życiodajny oddech stale nam towarzyszy i kto w tym samym momencie pozostaje odległy i niedostępny?”
„Człowiek wiary” chce wiedzieć „dlaczego to wszystko w ogóle jest?”, „co to jest?” i „kto to jest?”. Zdumiewa się : „dlaczego świat cały zaistniał? Dlaczego człowiek istnieje wśród ogromu i bezkresu kosmosu? Jaki jest cel tego wszystkiego? Jaki przekaz nam niesie materia ożywiona i nieożywiona? Jakie wyzwanie dociera do mnie aż z poza krańców wszechświata z samej głębi mojej duszy?”.
Ale człowiek jest też obdarzony wewnętrznym charyzmatem twórcy i odkrywcy zafascynowanego wiedzą o tym, jak funkcjonuje kosmos, jaka jest jego złożona budowa i jakimi prawami rządzi się natura. Poznawanie praw natury i jej tajemnic , złączenie twórczej myśli i praktycznej wyobraźni wsparte jest dążeniem do poszerzania przez człowieka kontroli nad przyrodą, stawianiu czoła temu, co niebezpieczne, zwycięskiego wyzwania temu co groźne. Człowiek poszerza i umacnia swoje panowanie nad naturą, zwalcza dziś wiele dotąd groźnych chorób, porusza się z niepojętą szybkością i niewyobrażalnie daleko mocą swego technologicznego geniuszu. A przecież człowiek jest nie tylko twórczym teoretykiem, matematykiem i inżynierem. Umysł jego tworzy pojęcia i systemy pojęć, odkrywa i tworzy kanony piękna i sztuki, nowe normy i społeczne reguły. Współczesny nam świat jest pełen zdumiewających przykładów sukcesu zrodzonego z twórczego charyzmatu człowieka. Jak mówi psalmista swemu Stwórcy: „uczyniłeś człowieka niewiele mniejszym od niebieskich mocy, chwałą i blaskiem ukoronowałeś go”.
We współczesnym nam świecie, w otaczającym nas społeczeństwie, „człowiek wiary” jest jednak samotny w pewien szczególnie trudny i bolesny sposób. Jest jakby obcy wśród innych ludzi i nie dlatego, żeby biblijna doktryna stworzenia kłóciła się z naukową teorią ewolucji na jakimkolwiek poziomie historii kosmosu, pochodzenia życia, czy dziejów człowieka. Nie dlatego także, żeby mniej lub bardziej przyrodnicza interpretacja podstaw ludzkiej świadomości i funkcjonowania umysłu nie mogła być konfrontowana z biblijnymi pojęciami o duchowej naturze człowieka. Ale nawet jeśli rozwiązywanie teoretycznych sprzeczności i pokonywanie dychotomii nigdy nie przytłacza naszych myśli, trudno pozbyć się niepokojącego uczucia, że w praktyce rola i zadania człowieka wiary są dziś szczególnie trudne i w pewnej mierze paradoksalne wobec oczekiwań. Zostawmy bowiem na boku wszystko, co łączy się z dobroczynnym lub kojącym wpływem religii czy duchowości na psychikę, funkcjonowanie człowieka i moralność społeczeństw.

Co może człowiek wiary mówić dziś ludziom poszukującym praktycznych, pożytecznych rozwiązań ich prawdziwych i realnych problemów? Pierwszą wersją medytacji jaką jest „Samotny człowiek wiary”, przedstawił rabin Sołowiejczyk w formie wykładu (warto o tym pamiętać – powiada znawca jego myśli i tekstów Ruwen Ziegler), wykładu dla kleryków katolickiego seminarium w Brighton. Jest to rok 1964. Najbardziej może wtedy szanowany rabin w Ameryce, z wielkiego rabinackiego rodu z okolic Brześcia, naczelny rabin Bostonu, który w swoim długim życiu przewodniczył prawie dwóm tysiącom ordynacji rabinackich przedstawia z bardzo osobistego doświadczenia wyrastającą medytację młodym, formującym się dopiero duchownym katolickim. Stanowi to sygnał jak bardzo uniwersalistyczny i fundamentalny charakter ma w zamierzeniu to bardzo osobiste świadectwo i przesłanie. Odniesienia do judaizmu występują w późniejszych edycjach prawie wyłącznie w przypisach. „The Lonely Man of Faith” ukazał się po raz pierwszy w druku w roku 1965 (Tradition 7 : 2); potem było kilka wydań książkowych.
Podstawową osią tej książki, stałą płaszczyzną odniesienia są słowa Biblii, dwa pierwsze rozdziały księgi „Rodzaju”. Wszyscy wiemy, że Biblia przedstawia dwa opisy stworzenia człowieka. Współczesna interpretacja i krytyka historyczno-literacka podpowiada różne teorie i wysuwa hipotezy, które różnice tłumaczą istnieniem dwóch tradycji i wielu rozmaitych źródeł, które się na nią złożyły. Najpowszechniej jednak zostaje w pamięci jedna, zharmonizowana wersja biblijnego opisu stworzenia człowieka, którą każdy od dziecka potrafi opowiedzieć.
Nie na takich próbach odtworzenia warstw historycznych Księgi, czy na zharmonizowaniu tekstu opiera swą egzegezę rabin Josef Sołowiejczyk. Dostrzega on w opisach stworzenia dwa różne portrety człowieka, dwa różne opisy „Adama”. Pokazują one jakby dwóch ludzi, dwóch praojców ludzkości, dwa typy człowieczeństwa, dwa różne wzory ideału. W pierwszym rozdziale księgi „Rodzaju” czytamy : „Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i kobietę”. I pobłogosławił im, aby zaludnili ziemię i uczynili ja sobie poddaną. Według drugiego opisu „Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia”. I polecił człowiekowi, aby uprawiał ogród rajski i go doglądał.
W dwu opisach stworzenia człowieka rabin Sołowiejczyk odczytuje nie dualizm tradycji ani sprzeczność wersji, ale wskazanie na rzeczywisty dualizm człowieka, na jakby sprzeczność i napięcie leżące w jego naturze. Pierwszy opis ukazuje dany człowiekowi charyzmat współudziału w dziele stworzenia, dążenie do odnajdywania ludzkiej godności w świecie przez zdobywanie przewagi i poszerzanie niezależności od ziemskiego (i kosmicznego) środowiska.

Drugi opis ukazuje dane człowiekowi pragnienie wewnętrznego wyzwolenia, przez pokorne poszukiwanie jak najgłębszej bliskości z Bogiem i więzi z bliźnim. Adam Pierwszy (jak go nazywa autor tej medytacji) realizuje siebie we wspólnocie ludzkiej, której zrąb stanowi współpraca, ale i konkurencja, wyścig. Adam Drugi poszukuje wspólnoty opartej na wierze, zaufaniu i poddaniu Stwórcy.

Sołowiejczyk chce odejść od wyobrażenia, że prawdziwszy, albo bardziej religijny, albo lepszy jest jeden z tych portretów Adama. Odkrywa i doświadcza raczej, że walka jaką musi toczyć człowiek w swojej ziemskiej, danej mu przez Boga egzystencji , jest dla nas chcianym przez Stwórcę i wobec tego owocnym napięciem między materialnym a duchowym, religijnym a przyrodniczym, kontemplacyjnym i zdobywczym konfrontowaniem się z rzeczywistością.

Można powiedzieć więc, że człowiek odpowiadać musi na oba wezwania i żyć w napięciu pomiędzy dwoma jakby sposobami egzystencji, nigdy w pełni nie realizując postawionych mu celów i wewnętrznych dążeń. Od samotności chroni go wspólnota, ale nikt nie może być do końca i w pełni zadomowiony ani we wspólnocie, którą formuje współpraca i rywalizacja, ani w tej, która powołuje się na wierność Przymierzu i pokorną służbę Bogu i bliźniemu. Bo ludzka, naturalna wspólnota, która stale poszerza zakres wiedzy, rozwija technologie i tworzy kulturę, przede wszystkim przez to, że jest twórcza ma także religijną wartość i religijne zadanie. A ludzkie poszukiwanie wyzwolenia i odkupienia, duchowe pragnienie i głód wiary nie są tylko wytworem kultury (choć kultura może nadawać im kształt). Są fundamentalnym wymiarem ludzkiej natury od początku jej stworzenia.
„Abraham szukał i odkrył Boga wpatrując się w rozświetlone gwiazdami niebo Mezopotamii. Ale czuł wtedy dojmująca samotność i nie mógł znaleźć pociechy w tej milczącej Obecności, której odbicie dostrzegał w bezkresie kosmosu. Dopiero wtedy, gdy dostrzegł Boga na ziemi jako Ojca, Brata i Przyjaciela odczuł czym jest wyzwolenie i odkupienie” .

Rabbi Joseph B. Soloveitchik. The Lonely Men of Faith. (Revised Edition by Rabbi Reuven Ziegler)
Maggid Books, Jerusalem, 2012
Krzysztof Śliwiński