Wspomnienie Joanny Brańskiej

Joasię Brańską żegnaliśmy na cmentarzu w Rudzie Śląskiej 22 października modlitwą katolicka, żydowską i wspaniałą muzyką krakowskiego zespołu JarmułaBand, który śpiewał „Jerushalaim Shel zahav” , ulubioną piosenkę Joanny. Jerozolima bowiem była jej wielką miłością, wierzyła w jej mesjańską rolę, jeździła tam tak często jak tylko mogła i miała tam oddanych przyjaciół.
W pierwszym numerze pisma „Polska Izrael”, które Joasia w 1993 roku założyła, które prowadziła i była wybitną entuzjastką, Jerozolimie poświęcony jest cały blok pięknych artykułów. Sama Joanna Brańska zaś – w obliczu nadchodzącego jubileuszu trzech tysięcy lat istnienia Jerozolimy – zapowiadała wystawę przedstawiającą Jerozolimę w tradycji i kulturze polskiej.
We wstępniaku w tym pierwszym numerze, „redakcja”, czyli właśnie Joanna Brańska pisze, że pismo ”starałoby się odkrywać ślady polsko-żydowskich spotkań i rozumieć źródła polsko-żydowskich konfliktów, a także poszukiwać żydowskich korzeni chrześcijaństwa, aby ponad dziedzictwem uprzedzeń i nienawiści budować most”.
Słowo „most” jest kluczowe nie tylko w tym wstępniaku, ale w całej działalności Joanny. Bo „most łączy. Jest znakiem, że udało się pokonać to, co dzieli. Pozwala wyjść naprzeciw, spotkać się i porozmawiać” – pisała Joasia – „wierzymy, że można wspólnie budować przestrzeń spotkania Polaków i Żydów. W szacunku wobec tożsamości partnera i w zgodzie z własną tożsamością” .
I nie mówiła już więcej o uprzedzeniach, nienawiści i konfliktach. Nie wygłaszała referatów, chociaż wiedze miała nieprawdopodobnie wielką. Zajęła się budowaniem mostów. Wolała zawsze zaproponować coś konkretnego niż narzekać. Kiedy w początku lat dziewięćdziesiątych przyjechał z Izraela do Warszawy i tu zamieszkał sędziwy Arie Lerner, ze swoją wizją współżycia polsko-żydowskiego, natychmiast porwał Joasię swoim optymizmem i nadzieją. Arie Lerner nie widział przeszkód, a jeśli się pojawiały, to je pokonywał. Joasia wciągnęła mnie w realizacje jego pomysłów i tak stworzyłyśmy komitet ds. marszu modlitwy, który w 1992 roku połączył pomniki getta i powstania warszawskiego. I udało się! Jeden jedyny raz!
Następny „most” to nasz wspólny –Joasi i mój – pomysł, aby spotkanie modlitewne, o jakim myślała wtedy stawiająca pierwsze kroki Polska Rada Chrześcijan i Zydów, było zorganizowane jak najszybciej. Nie chciałyśmy dzielić narzekania na biskupów, że nie wprowadzają jakiegoś specjalnego dnia dialogu, że nic w tej sprawie nie zarządzają. W marcu 1992 zanotowałam w kalendarzu, że na comiesięcznym zebraniu Rady zaproponowałyśmy z Joasią Brańską, niezależnie od siebie, pomysł żydowskiego święta Simchat Tora, wokół którego byłaby skupiona nasza inicjatywa. I udało się ! I trwa do dziś, a biskupi też wprowadzili Dzień Judaizmu w 1997 roku.
Najważniejszy zawsze był „wąski most – gesher tzar meod”, o którym śpiewała nam wciąż Towa Ben-Zwi: że jest nim „cały cały świat”, ale – przypomnijmy – „ważne, ważne jest to, by się nie bać, by się nie bać wcale”. Towa Ben-Zwi, wielkie odkrycie Joasi i wielka, choć tak niebywale skromna postać dialogu, Człowiek Pojednania Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, musi być obecna we wspomnieniu o Joasi. Towa Ben-Zwi, urodzona w Lodzi, córka kantora, przeżyła łódzkie getto, gdzie była w syjonistycznej organizacji konspiracyjnej. Po obozie pracy w Gubinie i pobycie w trzech niemieckich więzieniach, w 1945 roku była już w Palestynie. Uczyła się w seminarium nauczycielskim i w konserwatorium. Była nauczycielką, potem pieśniarką. Joasia opiekowała się nią do końca swojego życia (dziś Towa dożywa w Izraelu swoich dni w zapomnieniu, pod kontrolą apotropusa, pracownika społecznego) . To z nią i przy jej udziale Joasia realizowała dziesiątki swoich pomysłów, którymi budziła do dialogu chrześcijańsko-żydowskiego Polskę małych miasteczek, cichych parafii i nieznanych domów kultury.
A pomysłów nigdy jej nie brakowało. Joasia była osobą tak wielu talentów, które wykorzystywała „w służbie dialogu” – wiem, że to brzmi patetycznie, ale tym razem jest po prostu prawdą – że wspomnienie o niej mogłoby właściwie mieć każdą objętość.
Niektórzy z nas, czytelników tego wspomnienia, mają zapewne w swoich zbiorach wzruszający i arcyciekawy – wydany w 1997 roku – zbiór reprodukcji kolorowych pocztówek noworocznych z gotowymi już życzeniami z okazji święta Rosz HaSzana. Zatytułowany jest „Na Dobry Rok bądźcie zapisani”. Obrazki z pocztówek sprzed stu lat – ze swą zabawną dziś stylistyką – są zarazem ilustracją życia społecznego ówczesnego żydowskiego świata: życzenia składa na przykład para farmaceutów w staroświeckiej aptece „O Ty! Niebiański lekarzu, który leczy wszystkie rany, użycz nam nowych sił, mocy i zdrowia” lub kowale przy pracy „Jesteśmy kowalami Nowego Roku. Wykuwamy szczęście dla wszystkich Żydów, by żyli w zdrowiu”. To unikalne wydawnictwo zawdzięczamy Joasi Brańskiej. Podobnie jak wystawę tychże kart pocztowych, jaką we wrześniu 1996 roku otwarto , w Muzeum Diaspory Tel Awiwie. Joasia przez wiele lat po studiach z historii sztuki (w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, magisterium u prof. Jacka Woźniakowskiego) pracowała w Bibliotece Narodowej, w której zbiorach ikonograficznych odnalazła album z kartami pocztowymi o tematyce żydowskiej. I doprowadziła do telawiwskiej wystawy, wydała tez książkę na ten temat.
O judaicach w zbiorach ikonograficznych Biblioteki Narodowej wiedziała chyba wszystko, przynajmniej ja miałam takie wrażenie. Przy Joasi człowiek zawsze mógł się czegoś nowego dowiedzieć, czegoś nauczyć.
– Jej wiedza była po prostu renesansowa – mówiła na pogrzebie Anna Maciejowska, dyrektor Zespołu Szkół Plastycznych im. Jacka Malczewskiego w Częstochowie – wykraczała poza wszelkie wyobrażenia, a Joanna w dodatku korzystała z niej z taką lekkością, jakby to jej nic nie kosztowało.
W jej szkole Joanna Brańska była częstym gościem, nie tylko jako prowadząca liczne warsztaty, ale też jako autorka licznych pomysłów dla szkoły. – Nie wiem, co zrobimy bez jej inspiracji – mówiła dyrektor Maciejowska – jak zdołamy realizować bez niej jej program twórczego zycia, który nam zostawiła.
– Dzisiaj w całej Polsce jest wielu ludzi, którzy Joannie Brańskiej zawdzięczają inne spojrzenie na świat, bo w niej oprócz wielkiej wiedzy było coś niebywale duchowego – mówił lider zespołu JArmułaBand, który nie ukrywa, że dzięki Joannie zaczął grać zawodowo, bo w Cafe Ejlat towarzyszył jej programom.
No właśnie, Cafe Ejlat! Inicjatywa Joasi: kawiarnia w Alejach Ujazdowskich, unikatowe i niezapomniane miejsce spotkań chrześcijańsko – żydowskich, gdzie podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1999 roku, na długości całej kamienicy Joasia wywiesiła transparent „Jan Paweł II Szalom”. Spełniła niewypowiadane nawet nadzieje wielu, wielu z nas.
Prawdopodobnie nie zdołamy nigdy policzyć inicjatyw, za którymi stała Joasia: koncertów, wystaw małych i dużych, pomysłów wydawniczych, spotkań. Gdyby miało kiedyś powstać jakieś centrum gromadzące dokumentacje o wszelkich inicjatywach tego typu w Polsce, powinno nosić imię Joanny Brańskiej.
Pamiętam pewien grudzień: Joasia wymyśliła warsztaty szkolne. Chodziłyśmy razem po szkołach warszawskiej Pragi i opowiadałyśmy dzieciom, co łączy czas chrześcijańskiego Adwentu z czasem żydowskiej Chanuki. Mianowicie światło. Joasia potrafiła cudownie wprowadzić dzieci w chrześcijańską i żydowską tajemnicę światła: były świece, lampki, przysmaki, opowieści. Wszędzie gdzie to było możliwe , próbowała pokazać jak ważne są małe gesty, małe symbole.
Najwspanialsze jednak w Joasi było to, że była człowiekiem bardzo, bardzo dobrym, że miała absolutnie ogromne serce.
– Z nią się siedziało jak z Panem Jezusem, takie w niej było dobro, jej dom nigdy nie był smutny, zawsze była skupiona na drugim człowieku – mówi Anna Maciejowska.
Była też niezwykle prawa i to wiedzą wszyscy z nas, którzy z nią współpracowali.
– Była osobą najwyższych lotów – powiedział Michał Łoskot z Radia Silesia.
Żegnaliśmy Joasię na cmentarzu w Rudzie Śląskiej, kiedy w Kościele katolickim było wspomnienie liturgiczne Jana Pawła II, czyli dzień świętego JP II .W kościele wystawiony był jego portret, jakby żegnał z nami Joasię. Niektórzy z nas uważali, że Jan Paweł II jednocześnie też ją wita u siebie, w niebie. W niebiańskiej Jerozolimie, pełnej światła i muzyki.